Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Rozdział 1

Rozdział 1

Obrzeża Dublina, stare magazyny
           Artemis ocknął się w jasnym pomieszczeniu. Miał związane ręce, leżał na zimnej podłodze.
           Butler! przemknęło mu przez myśl, ale nigdzie nie zobaczył swojego dużego przyjaciela.  Gdzieś za sobą usłyszał syk rozsuwanych drzwi. 
           - Tylko go nie obudź – powiedział męski głos w języku gnomickim. Zamknął oczy, starając się leżeć bezwładnie. Czyjeś ręce złapały go pod ramiona i przeciągnęły przez pomieszczenie. Poczuł jak ktoś ciągnie go przez próg, a potem kładzie na miękkim dywanie. Artemis za wszelką cenę starał się nie dać po sobie poznać, że jest przytomny, ale serce zabiło mu mocniej, gdy ktoś pochylił się nad nim i przyłożył zimną, szorstką dłoń do nadgarstka, a następnie pod koszulę.
           Już po mnie, pomyślał. Wyczuje, jak wali mi serce i zrozumie, że jestem przytomny.
            - Wynoś się – rozkazał ten sam głos, który Artemis słyszał chwilę wcześniej. Głos rozległ się znacznie bliżej niż poprzednio, więc to jego właściciel pochylał się nad związanym.
           Gdy drzwi zasunęły się z sykiem, mężczyzna odezwał się po raz kolejny.
           - Już nie musisz udawać, Artemisie.
           Artemis otworzył oczy i zlustrował stojącego przed nim elfa. Nie był zbyt wysoki, ale za to dobrze zbudowany. Miał ciemne włosy i delikatny zarost na twarzy, a jego szare oczy przeszywały Artemisa na wylot. Od całej jego postawy biła taka wrogość, jakiej chłopak jeszcze nigdy nie widział, a widywał już wielu łajdaków. Ten należał jednak do zupełnie innej kategorii.
           - Jestem Jason. Ty nie musisz się przedstawiać, paniczu Fowl. Obserwowałem cię, choć nie ty byłeś dla mnie interesujący.
           Artemis uniósł brew.
           - Więc co tu robię?
           - To proste. – Jason wydawał się rozczarowany. – Jesteś moim niewolnikiem, jeńcem, zakładnikiem… Jak zwał, tak zwał.
           Podszedł do Artemisa i – ku jego zdziwieniu – zdjął kajdanki z jego dłoni.
           - Jeśli chcesz, próbuj uciekać. Znam mnóstwo sztuk walki, umiem strzelać z każdej broni i potrafię zabić cię z odległości dwudziestu metrów nożem kuchennym. Poza tym w całym budynku znajduje się pięciu moich sojuszników, którzy potrafią zabić cię gołymi rękami na kilka różnych sposobów.
           Artemis wstał powoli, próbując opanować zawroty głowy. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Każdą ścianę zastawiały monitory i komputery, jedynym przedmiotem, który mógłby nadać ładnego wyglądu pomieszczeniu był czerwony dywan.
           - Wyjawię ci mój sekret. Uwielbiam dywany. Wszelkie możliwe. Perskie, arabskie… nawet tanie podróby z sieciówek. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaki nastrój nadaje pomieszczeniu dywan poplamiony krwią. Jeżeli chcesz zyskać szacunek wśród wszystkich bossów zaproś ich do pomieszczenia z dywanem poplamionym zaschniętą krwią. Najlepszy efekt dostaniesz po rozczłonkowaniu ofiary.
           - Dziękuję za radę – mruknął Artemis, któremu po ostatniej uwadze zrobiło się niedobrze. – Przejdźmy może jednak do sedna sprawy. Czego chcesz w zamian za wypuszczenie mnie?
           - Zemsty – odparł krótko.
Artemis uniósł ręce.
           - Zemsty? Naprawdę? Nie znam cię, nie wiem w jaki sposób mógłbym ci się tak narazić, że pragniesz mojej śmierci. Więc powiedz mi po prostu ile, a ja przeleję pieniądze na twoje konto. – Wskazał na pobliski komputer.
           Jason uśmiechnął się wielce rozbawiony.
           - Nie rozumiesz. Ani ty, ani twoje pieniądze mnie nie obchodzą. Ja chcę zemsty. A żeby się zemścić muszę kogoś dostać. Ty mi to ułatwisz.
           - W jaki sposób miałbym to zrobić?
           - Och, z tym nie będzie problemu. Po prostu dotrzymasz mi towarzystwa, a ona sama się tu dostanie. Znajdzie cię na pewno.
           Ona? pomyślał Artemis. Jason uśmiechał się szeroko, ale w uśmiechu można było dostrzec cień obłąkania. Kto mógł mu się narazić? I w jaki sposób?
           - Tak swoją drogą, nawet trochę mi jej szkoda. Lubiłem ją, wbrew pozorom. Podejrzewam, że ona mnie też, choć pewnie myślała, że jestem niespełna rozumu. Ciekaw jestem, czy wciąż mnie pamięta.
           Gdy mówił, Jason przechadzał się przed Artemisem, prawie na niego nie spoglądając. Raptem przystanął na chwilę, a jego oczy nieruchomo spoglądały w ścianę, jakby jej nie dostrzegały. Wyglądał na pochłoniętego wspomnieniami. 
           - Całkiem nieźle walczyła. Nigdy nie będzie mogła równać się ze mną, to oczywiste, ale była najlepszą ze wszystkich moich uczniów.
           Uczniów?!
            - Ale to nawet nie o nią chodzi. Chodzi tak naprawdę o jej ojca. Robił ze mną interesy, kiedy jeszcze był żonaty. Nie spodobały mu się moje pomysły, więc postanowił zrezygnować, pozostawiając mnie na lodzie. Niedawno się dowiedziałem, że odszedł od rodziny, kiedy jego córka była małym dzieckiem. Chyba spodziewał się, że spróbuję do niego dotrzeć przez nich. Byłem głupi, bo nawet nie zdawałem sobie sprawy, że przez trzy lata widywałem jego córkę codziennie. A potem… zapisała się do Akademii i zrobiła karierę w SKR.
           Artemis opadł na pobliski fotel, zastanawiając się nad tym, czego właśnie się dowiedział.
           - Chciałem zadać mu największy ból. Śledziłem go przez wiele lat, aż w końcu chyba uznał, że dałem mu spokój i odnowił kontakt z kapitan Niedużą. A ja zrozumiałem, jaki byłem głupi.             Obserwowałem ich i zrozumiałem, że Holly jest wrażliwą i oddaną przyjaciółką. Jakże mogłaby nie przybyć na ratunek swojemu najbliższemu przyjacielowi?
           - Więc jestem przynętą – mruknął Artemis. Nagle zaschło mu w gardle. – Ale muszę przyznać, że źle wybrałeś. Razem z Holly zjawi się tu również Butler. I będzie zły.
           Jason zaśmiał się.
           - Oczywiście! Dla niego również przygotowałem niespodziankę. Moi ludzie od dawna czekają na możliwość sprawdzenia się w walce z takim olbrzymem.
           Artemis pochylił się, wspierając brodę na złączonych palcach.
           - Więc będą mieli problem. Butler sam da sobie z nimi radę, a razem z Holly rozniosą ich w kilka minut.
           - Oczywiście, że sobie z nimi poradzi. Ale to wystarczy, żeby odwrócić jego uwagę.
           Artemis przyjrzał się swojemu wrogowi. Biła od niego siła i wrogość, a szare oczy przepełnione były nienawiścią. Chłopak nie miał wątpliwości co do tego, że gdy nadarzy się okazja, elf nie okaże nikomu litości. Pierwszy raz w życiu przeraził się, wiedząc, że jego przyjaciele zjawią się tu po niego. I zapewne żadne z nich nie wyjdzie z tego żywe.

Okolice Dublina, kilkanaście metrów pod ziemią
           Holly i Julia dotarły do końca labiryntu. Były tego przekonane, widząc w oddali jasne światło niczym słońce wdzierające się do lochów. Obie były wyczerpane wędrówką, ubrania miały w nieładzie, a brud i wilgoć dotarły do każdego najmniejszego skrawka ciała. Widok wyjścia z labiryntu okazał się jednak niezwykle silną motywacją do biegu, więc gdy dotarły na miejsce obie dyszały i klęły, widząc, że światło sączyło się z kilku mocniejszych żarówek imitujących słońce. Pod nimi wcale nie było wyjścia, ale kolejny – tym razem szerszy – korytarz, którego wejście przesłonięte było licznymi pajęczynami.
           - Nie do wiary – wydyszała pani kapitan. – Ktoś musi mieć naprawdę niezły ubaw, oglądając nas.
           Obie już dawno zgodnie doszły do wniosku, że ktokolwiek wybudował ten labirynt, musiał zadać sobie ten trud i umieścić tu kamery. Zapewne czerpał przyjemność z oglądania wysiłków innych, którzy pragną wydostać się na powierzchnię. Albo chociaż z labiryntu.
           I miały rację, choć osoba, która zamontowała tu kamery bynajmniej nie zrobiła tego w celach rozrywkowych.
           - Mam dosyć – mruknęła Julia. – Ten brud i pajęczyny tak oklejają moje włosy, że chyba nigdy ich nie domyję. Lepiej szybko się stąd wydostańmy i dobierzmy się do skóry temu, który nas tu wrzucił.
           Holly całym sercem zgodziła się z towarzyszką. Nie chodziło jej bynajmniej o domycie włosów, choć to też mogłoby stanowić problem. Odkąd się tu znalazła miała dziwne przeczucie, że wszystko jest ukartowane, każdy jej ruch śledzony, a pojawienie się Julii tylko ją w tym przeczuciu upewniło. Problemem była jeszcze myśl, która nie dawała jej spokoju, a jej instynkt podpowiadał jej, żeby wydostała się stąd jak najszybciej, bo ktoś potrzebuje jej pomocy. Zapewne byli to Artemis i Butler. Skoro Julia tutaj była, to niemal z pewnością coś groziło jej bratu i młodemu Fowlowi.
           Holly nie odważyła się jednak podzielić z towarzyszką swoimi przemyśleniami. Julia pewnie zdawała sobie sprawę, że cała ta sytuacja jest bardziej skomplikowana, a dopóki nie mówiły o tym, mogły udawać, że mają wszystko pod kontrolą. Choć od kontrolowania czegokolwiek były bardzo daleko.
           Podczas podróży obskurnym korytarzem nie rozmawiały zbyt wiele. Każda z nich pogrążona była w swoich niewesołych przemyśleniach i bynajmniej dzielenie się nimi było ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowały.
           Holly zastanawiała się, kto może stać za całym tym zamieszaniem i jaki jest jego cel. Gdzieś głęboko w niej zrodziła się myśl, która sprawiła, że elficzka zadrżała. A jeśli to Opal Koboi? Gdyby to była prawda, nie byłoby żadnych wątpliwości co do tego, że świat znów jest w niebezpieczeństwie. I to zapewne nie tylko świat wróżek. Gdzieś w jej mózgu szalały myśli. Co się dzieje z Artemisem i Butlerem? Czy Ogierek wie, co się stało? I co się stało z gnomami z zaułka? Kolejne ofiary Koboi, które ze strachu zgodziły się jej pomóc w zapanowaniu nad światem? Najdziwniejsze jednak było to, że było ich zaledwie trzech, a udało im się ją pokonać. Czyżby wyszła z formy?
           Julia starała się trzymać głowę wysoko, próbując nie myśleć zbyt dużo. Chciała jedynie wydostać się z labiryntu i upewnić, że jej bratu nic się nie stało. Mimo że zawsze dawał sobie radę, nie potrafiła wyzbyć się myśli, że kiedyś w końcu może go zabraknąć. Odgoniła jednak od siebie złe przeczucie, skupiając się na znalezieniu wyjścia. Po raz kolejny postukała palcem w ścianę, dochodząc znów do wniosku, że nawet Mierzwa Grzebaczek miałby problem, by je stąd wyciągnąć. Zresztą i tak szansa na to, że znalazłby się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie były znikome…
           I wtedy Julia doznała olśnienia. Nie przyszło jej do głowy, by wcześniej sprawdzić swój telefon komórkowy, ale gdyby działał… Wyciągnęła go z kieszeni i przystanęła, spoglądając w ekran. Holly również zatrzymała się, choć jej twarz wyrażała, że raczej wątpi w sukces. Niestety, nie myliła się. Nie było zasięgu, a bateria zapewne nie wytrzyma następnej godziny.
           - A twój? – zapytała z nadzieją. Pani kapitan zacisnęła usta i pokręciła głową.
           - Nawet go nie mam ze sobą – odparła. – Ktokolwiek mnie okradł, zabrał również moją odznakę i paczkę chusteczek.
           Julia westchnęła.
           - Zabrali ci wszystko z wyjątkiem twojego noża, a mnie w ogóle nie okradli. To dziwne.
           - Owszem. Ale nie ma sensu stać i zastanawiać się. Trzeba iść dalej.
           Holly zrobiła kilka kroków naprzód, ale Julia nawet się nie ruszyła.
           - Przecież to bezsensu. Nie wiemy nawet, czy idziemy we właściwym kierunku. Tu jest w ogóle jakieś wyjście?
           - Bezsensu jest stać w miejscu i czekać nie wiadomo na co. Musimy iść.
           - Kto powiedział, że ty tu dowodzisz? – zapytała rozdrażniona Julia. – Mamy większe szanse znaleźć wyjście jeśli się rozdzielimy.
           Holly westchnęła.
           - Zatrzymajmy się i odpocznijmy – powiedziała. – Obie jesteśmy zmęczone i zaczynamy się denerwować. Lepiej trochę ochłonąć. A jeśli się rozdzielimy to owszem wtedy może zwiększą się szansę znalezienia wyjścia, ale wydostanie się tylko jedna, a szanse odnalezienia drugiej i doprowadzenia jej do wyjścia graniczyłyby z cudem. Więc nie, nie możemy się rozdzielić.
           Julia wzięła głęboki oddech, by ochłonąć. Oczywiście, Holly miała rację.
           - Zaczynasz gadać jak Artemis – rzuciła, próbując rozluźnić atmosferę. – Może za dużo czasu spędzacie razem?
           Holly zerknęła na nią rozbawiona.
           - Jak Artemis? Naprawdę? Bogowie, miejcie nas w opiece!
           Julia zachichotała. Obie wiedziały, że ich przyjaciel poczułby się urażony, jednak teraz nie miało to znaczenia. 




Oaza, Niższa Kraina
           Plan wydawał się być dopracowany i dopięty na ostatni guzik. Jak na jego standardy, był nawet profesjonalny, ale jego wykonanie do profesjonalnych już nie należało. Czas uciekał, a Holly Nieduża raczej się nie spieszyła. Dobrze wypadło jedynie wciągnięcie w całą aferę Julii Butler, jej brat dostał już wiadomość i jest zapewne na tropie siostry, pozostawiając – tak jak to przewidział – Artemisa Fowla w Dworze Fowlów.  
           Starszy elf wyciągnął się w zużytym fotelu i pozwolił sobie na rzadki u niego półuśmiech. Wkrótce Oaza znajdzie się w niebezpieczeństwie, tego był pewien. Nie było to powodem jego zadowolenia, cieszył się, bo najważniejsza osoba była na razie bezpieczna i nie znajdzie się w polu rażenia w razie gdyby plan uratowania miasta jednak się nie powiódł.
           Uśmiech jednak spełzł z jego twarzy, gdy mężczyzna uświadomił sobie, że będzie musiał ją poświęcić. Znów ją straci, ale tym razem nie będzie już szansy naprawienia ewentualnych błędów. Skutki będą dla niej katastrofalne.
           Czy mogę postąpić w ten sposób? Czy cel naprawdę uświęca środki?
            Nie znalazł odpowiedzi.
           Rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby drogie meble i nowoczesny wystrój mogły udzielić mu satysfakcjonującej odpowiedzi, albo chociaż usprawiedliwić przed nim samym jego zachowanie.
           Spojrzał ponownie w ekran, gdzie emitowany był obraz z labiryntu, miejsca które sam pomógł stworzyć. Dwie kobiety ruszyły w dalszą drogę. Elf postukał palcem w postać jednej z nich.
           - Nie chciałem, żeby tak się stało. Muszę znaleźć jakiś sposób, żebyś mi wybaczyła, zanim nas poświęcę. Albo chociaż zrozumiała moje motywy.
           Ale teraz nie był czas na to. Należało udać się na powierzchnię. 

 


Głosuj (0)

littlelie 16:51:00 12/09/2015 [Powrót] Komentuj


Bosz, nawet nie wiesz jak ciężko jest znaleźć ciekawy, polski fanfic do Artemisa. A jak już jakiś znajdujesz to zazwyczaj autorka/autor zapomnieli o nim, a ty ie masz czego czytać. Szkoda, że trafiam tu dopiero teraz, bo w sumie fanfic zapowiada się naprawdę ciekawie i chętnie przeczytałabym dalsze części. Mam nadzieję, że coś się tutaj jeszcze pojawi, pomimo upływu długiego czasu od wrzucenia rozdziału pierwszego.
Weny i pomysłów, odmeldowuję się
Gabryś 17:42:21 9/03/2016
ddi8.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 83.23.86.8







.:Strona Główna:.

==>Wróć