Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Artemis Fowl - Fan Ficiton

Rozdział 2

Witam!

Przepraszam, że tyle zajęło mi wstawienie rozdziału 2 - musicie mi wybaczyć, tyle się działo w moim życiu, że zwyczajnie blog zszedł na ostatni plan. Teraz jednak mam sporo czasu, myślę więc, że będę dodawać notki w miarę systematycznie. Problem jednak pojawi się z opowiadaniem na stronie głównej - nie mam zapasu notek, jedyne co do tej pory zrobiłam to napisałam pierwszy akapit kolejnego rozdziału, więc zwyczajnie zapomniałam swojego jakże genialnego pomysłu na opowiadanie i muszę wymyślić nowy, który rozwiałby wszelkie wątpliwości i wszystko wyklarował. Może to, niestety, trochę potrwać, gdyż zwyczajnie - nie mam na to weny. Jeśli jest coś co może wam poprawić humor, to może będzie to fakt, że opowiadanie o Artemisie mam napisane niemal w całości, zostało tylko dopracować kilka szczegółów i gotowe. Musicie jednak liczyć się z tym, że coś, niecoś będę musiała zmienić w poprzednich wpisach. 

Ale już nie przedłużam - zapraszam do rozdziału drugiego :)

-------------------------------------------------------------

Północna Irlandia
           Butler dostał krótką wiadomość. Wiadomość wysłaną bez wątpienia z telefonu Julii, już to sprawdził. Problemem był fakt, że wiadomość ta pochodziła z Północnej Irlandii, gdzie Julia powinna się znajdować w Ameryce podróżując z zapaśnikami jako Jadeitowa Księżniczka, a jakimś cudem znalazła się w pobliżu Dublina. Albo znalazł się tam jej telefon, niekoniecznie razem z właścicielką.
           Potrzebuję pomocy, Dom.
            Julia nigdy nie zwróciłaby się do niego w ten sposób, gdyby sprawa nie była pilna i poważna.
           Butler już dawno rozważył możliwość, że Artemis ponownie nim manipulował. Nie chciał w to wierzyć, ale już kiedyś wysłał mu taką wiadomość, wysyłając go na walkę zapaśników, podczas gdy Julii nie groziło żadne niebezpieczeństwo, dopóki Butler się nie wtrącił. Omal nie zgniotła ich horda fanów zapasów.
           Artemis był wtedy chory. Nie ufał nawet sobie.
            Ale niemniej jednak obecna sytuacja do złudzenia przypomina poprzednią.
           A ja znów dałem się w to wciągnąć. Co jeśli po raz kolejny narażę Julię?
             Nie mógł jednak zignorować wiadomości. Istniała bowiem możliwość, że Julia naprawdę wysłała tę wiadomość. Niezależnie od tego, co myślał i kto mógł być za to odpowiedzialny, Butler udał się na miejsce, z którego według satelity wiadomość wysłano. Dotarł tam stosunkowo wcześnie, ponieważ w momencie, w którym nasze bohaterki dopiero wpadły na siebie w labiryncie, choć ochroniarz nie zdawał sobie z tego sprawy.
           Jakże duże było jego zdziwienie, gdy miejscem wysłania wiadomości okazała się polana, na której po raz pierwszy spotkali Holly. Choć ona może nazwałaby to „uprowadzeniem”.
           Po dotarciu na miejsce, Butler przeczesał teren z profesjonalną dokładnością, wykorzystując do tego jeden ze skanerów, które Artemis wydobył z kasków SKR odebranych Oddziałowi Odzysku podczas oblężenia Dworu Fowlów. Nie znalazł nic, co uznałby za wartościowe i wnoszące cokolwiek do sprawy.
           Artemis zatuszował ślady? Zastanowił się. Ale to nie miało sensu. Z pewnością zdawał sobie sprawę, że Butler wyśledzi to miejsce.
           Raptem poczuł wyrzuty sumienia. Obarczam winą Artemisa, który może nie mieć związku ze sprawą. Artemis sam wydawał się być szczerze zdziwiony i zaniepokojony wiadomością od Julii.
           Tak, jak poprzednio.
            Gdy ów wiadomość do niego dotarła, Butler rozważał przygwożdżenie Artemisa do ściany, by uzyskać odpowiedź. Powstrzymał się, bo wiedział, że Artemis wyzdrowiał, a przy zdrowych zmysłach nie wysłałby tej wiadomości z własnej woli.
           Więc kto mógł za tym stać?
           Możliwe jest również to, że ktoś wysłał wiadomość, by ich rozdzielić i dopaść Artemisa. Temu chłopakowi nie brak wrogów. Był w Irlandii, więc mógł wrócić do Dworu Fowlów i chociaż sprawdzić, czy jest bezpieczny. Albo zabrać go ze sobą do Ameryki. Ale to mogło go bardziej narazić niż pozostanie w domu.

           Kilkanaście metrów pod ziemią, trochę bardziej na zachód, Holly i Julia podążały drogą, która to prowadziła pod górę, zakręcała i za chwilę ciągnęła się w dół. W większości jednak miały wrażenie, że idą pod górę. Z sufitu kapały krople wody, zgadywały więc, że nad nimi znajduje się jakiś zbiornik, może rzeka. W miarę jak zbliżały się ku powierzchni – taką miały nadzieję – robiło się nieco cieplej, powietrze również nie było gęste i stęchłe, więc musiał być gdzieś tutaj jego dopływ. Dawało to nadzieję.
           Minąwszy zakręt zobaczyły ciemność, ale nie tak gęstą, jak poprzednio. Daleko przed nimi majaczył otwór w ziemi, przez który widać było gwiazdy i księżyc na niebie. Gdy dotarły na miejsce, spodziewając się zagrożenia, duża sylwetka zagrodziła przejście. Ku ich szczęściu jednak, nie stanowiła zagrożenia, głównie dlatego, że właścicielem sylwetki był Butler, uspokojony, że jego siostra jest cała i zdrowa. Wyciągnął więc ręce i pomógł im wspiąć się na powierzchnię.
           Holly rozejrzała się po otaczającym ją lesie. Gdzieś po prawej płynęła leniwie rzeczka, a po drugiej stronie polany dumnie rozpościerał się dąb, pod którym kiedyś po raz pierwszy stanęła oko w oko z Artemisem Fowlem.
           Butler przeprowadził powierzchowne oględziny siostry.
           - Chyba nic nie złamałaś. Wyglądasz na zdrową.
           Julia uśmiechnęła się.
           - Potrafię o siebie zadbać, braciszku.
           - To ty wysłałaś wiadomość?
           Tym razem jednak Julia okazała zdziwienie.
           - Wysłałam wiadomość? Nie wysyłałam żadnej… - wyciągnęła telefon i weszła w rejestr pod nazwą Wysł0ane. Dostrzegła tam krótkie zdanie zaadresowane do Butlera, którego – tego była pewna – nie wysłała sama. 
           Holly podeszła do nich, próbując zebrać myśli. Kto ich tu ściągnął i dlaczego? Niezależnie, kto to był, jego plan zapewne się nie powiódł i jest teraz w drodze ku nim, bądź też już jest na miejscu, czekając z atakiem na dogodny moment.
           - Wyjaśnijmy to sobie w bezpieczniejszym miejscu – powiedziała. – Tutaj jesteśmy względnie na widoku.
           Butler skinął głową.
           - Racja. Koło sąsiedniego pastwiska zostawiłem bentleya Fowlów.
           Tak więc całą trójką ruszyli przez łąkę i bagno w stronę samochodu majaczącego na tle gwiazd. Starali się zachować ostrożność i zostawiać jak najmniej śladów, wiedzieli jednak, że jeśli ktoś sprowadził ich wszystkich do siebie to z pewnością zdaje sobie sprawę, że pojadą do Dworu Fowlów. Mógł już nawet tam na nich czekać, jednak było to jak na razie jedyne sensowne wyjście, jako że w dworze był Artemis, a jeśli ktoś mógł rozwiązać tę zagadkę, to tylko on.
           Problem pojawił się jednak dopiero wtedy, gdy dotarli bezpiecznie do dworu, przedostali się nawet do gabinetu Artemisa. Nie było tam jednak nikogo, a na środku podłogi leżała pusta strzałka po środku usypiającym Butlera.
           - D’Arvit – zaklęła Holly, kucając przy strzałce. – Spóźniliśmy się.
           - Może jeszcze nie jest za późno…

Stare magazyny pod Dublinem
           Artemis siedział w fotelu, spoglądając na monitory. Był tak blisko komputerów, które mogły się w jego rękach okazać potężną bronią. Problem siedział jednak po drugiej stronie pomieszczenia. Był to rosły – jak na chochlika – i dobrze zbudowany sługus Jasona. Sam w sobie mógł stanowić zagrożenie, jednakże w przeciągu tych kilku sekund, których potrzebowałby na dotarcie do Artemisa, ten zdążyłby już wysłać wiadomość do Holly. I może nawet do Butlera. Jednak chochlik nie musiałby ruszać się z miejsca, by zaatakować chłopaka, o czym świadczyła największa broń w jego rękach, jaką Artemis kiedykolwiek widział w arsenale wróżek. Niebezpieczeństwo mógł też stanowić ostry jak brzytwa nóż bojowy przypięty do łydki chochlika.
           Strażnik uśmiechnął się, jednak nie był to wesoły uśmiech. Raczej typu: „rusz się, bo zabijanie wszystkiego co się rusza sprawia mi przyjemność”. Artemis pomyślał, że chyba jednak nie chciałby sprawić chochlikowi przyjemności. Pozostała mu tylko próba rozmowy, ale ilekroć go próbował zagadać, chochlik ignorował go, bawiąc się w podrzucanie noża. A widok ten potrafi przyprawić o gęsią skórkę, zwłaszcza jeśli zakładnik wie, że ten nóż może zadać mu ból.
           - Masz w ogóle jakieś imię? – zapytał Artemis, starając się ignorować latający nóż. Doszedł do wniosku, że inteligentna dysputa nie ma sensu, więc może łatwiej będzie coś z niego wyciągnąć obrzucając się przezwiskami. – Chyba że byłeś tak brzydki po urodzeniu, że twoja matka pozbyła się ciebie, nie nadając ci żadnego.
           - Artemisie, on był szkolony by nie rozmawiać z zakładnikami – usłyszał głos Jasona. – Mógłbyś obciąć mu palec, a nawet by nie pisnął.
           - Gdybym miał obciąć mu palec raczej nie byłbym już zakładnikiem – zauważył Artemis. Jason przystanął, zastanawiając się.
           - Słuszna uwaga – przyznał. Machnął ręką na chochlika, a ten wstał, zasalutował mu i wyszedł z pomieszczenia.
           Artemis założył nogę na nogę, rozsiadając się wygodnie. Przynajmniej w ten sposób mógł pokazać, że nie przejmuje się obecną sytuacją.
           - Mam nadzieję, że ci wygodnie – rzucił Jason, przysuwając sobie krzesło bliżej niego. – Mógłbym cię ewentualnie zaprowadzić do salonu, tam zazwyczaj zapraszam gości, a możesz mi wierzyć, nie mam ich, niestety, zbyt dużo. Jesteś głodny?
           Artemis był głodny, ale nie zamierzał tego przyznać.
           - Niedługo będzie obiad. Mam nadzieję, że nie jesteś wegetarianinem, bo moja kucharka robi przepysznego kurczaka z warzywami.
           Irlandczyk uniósł brew.
           - Nie wszystkie wróżki brzydzą się mięsem – rzekł Jason. – Skoro zabijam dla zabawy, dlaczego miałbym marnować tyle wspaniałego mięsa?
           - Zabijasz kurczaki? – zapytał Artemis, starając się pokazać, jak bardzo go to nie rusza.
           - Nie tylko. Również irytujących Błotniaków.
           - Domyślam się, że chodziło o mnie. Będę twoim następnym obiadem?
           Jason zaśmiał się.
           - Może tak, może nie. Czemu się tym interesujesz? Jakbym miał zamiar cię zjeść, to najpierw bym cię zabił. Nie lubię, jak obiad ucieka mi z talerza.
           Jason wyciągnął z kieszeni telefon i przez chwilę sprawdzał coś. Gdy się odezwał, był z siebie wyjątkowo zadowolony.
           - Twoi przyjaciele już wiedzą, że jesteś porwany. Pewnie to potrwa jeszcze trochę zanim złożą wszystko do kupy i domyślą się, gdzie jesteś. Cóż, oby się pospieszyli, bo nie jestem cierpliwy, ale chciałbym, żebyś zobaczył moją wygraną. Dlatego daję im dwa dni, później cię zabiję. Jeśli będziesz irytujący to może cię również doprawię i ugotuję na tobie zupę.
           Artemis zastanawiał się czy wspomniana zupa była jedynie nieśmiesznym żartem czy Jason naprawdę lubił zjadać swoich wrogów. Trudno mu było to ocenić.

Dwór Fowlów
           Zdanie to wypowiedział rosły, starszy elf stojący w cieniu masywnej szafy. Miał na sobie stary mundur SKR wraz z odznaką majora wpiętą w klapy. Widać było jednak na nim oznaki emerytury, ponieważ mundur nie pasował zbyt dobrze, a odznaka była zużyta i przetarta, jakby leżała przez wiele lat w szufladzie.
           Butler natychmiast wyciągnął sig sauera i wycelował w przybysza, Julia natomiast sięgnęła po swój nóż, przybierając pozycję gotową do ataku. Holly machnęła ręką, by opuścili broń.
           - Wszystko w porządku – rzuciła. Spojrzała na elfa. – Co tu robisz?
           - Dowiedziałem się, że zniknęłaś i pomyślałem, że potrzebujesz pomocy. To pierwsze miejsce, jakie przyszło mi na myśl.
           Holly zastanowiła się. Czyli w SKR wiedzieli już, że zniknęła. Być może byli już na tropie. Mogliby się okazać pomocni.
           - Dostałeś wizę? – zapytała zdumiona. Wiedziała, że od kilkudziesięciu lat był już na emeryturze, więc nie mógł przybyć to razem z policją. Nieco głupawy uśmiech elfa był wystarczającą odpowiedzią. Wiza nie była mu potrzebna.
           - Chwileczkę – rzekł Butler, który opuścił broń, ale jej nie schował. – Chciałbym wiedzieć, co się tu dzieje.
           Holly odwróciła się do nich i wskazała na elfa.
           - To mój ojciec.
           - Jestem Erwin – uśmiechnął się ojciec Holly. – Miło mi was poznać. Oczywiście, trudno było o was nie słyszeć, zwłaszcza, że pod ziemią wszyscy o was mówią.
           Butler schował broń i wyprostował się.
           - Mnie również jest miło, ale nie mamy czasu na zapoznania się. Trzeba się dowiedzieć, gdzie jest Artemis i wydostać go stamtąd.
           Holly skinęła głową, a potem zwróciła się do ojca.
           - Wracaj pod ziemię i idź do Komendy. Spróbuj porozmawiać z Ogierkiem, konsultantem technicznym i wyjaśnij mu sytuację.
           Erwin nie ruszył się z miejsca.
           - W zasadzie to jestem tu po to, żeby pomóc. Myślę, że wiem, gdzie jest wasz przyjaciel.
           Cała trójka, która już myślami była gdzie indziej, spojrzała na elfa, jakby zobaczyli go pierwszy raz.
           - Jak to: wiesz? – zapytała Holly.
           Elf przeszedł przez pomieszczenie wyraźnie kulejąc i usiadł na kanapie.
           - Zanim jeszcze rozstałem się z twoją matką, prowadziłem biznes wraz ze znajomym jeszcze z czasów szkolnych. Nie wiedziałem, jednak, że tak bardzo się zmienił. Kiedy ja robiłem karierę w SKR, jemu życie się zawaliło. Jego rodzina zginęła w wypadku, a jego brat trafił do więzienia oskarżony o uszkodzenie hamulców promu, którym lecieli. Zarzuty uchylono, ale społeczeństwo i tak go napiętnowało. Jason robił co mógł, by oczyścić imię brata, ale ten nie wytrzymał presji i popełnił samobójstwo. Jako że już wtedy odszedłem na wcześniejszą emeryturę na wskutek urazu, postanowiłem więc wyciągnąć pomocną dłoń do Jasona i założyliśmy małą firmę, która dostarczała SKR różne przedmioty, jak broń, nieraz również materiały wybuchowe, a czasem także promy bojowe. Nasza firma całkiem nieźle prosperowała dopóki na rynek nie weszły zapewne znane wam Laboratoria Koboi.
           - Więc za tym wszystkim stoi Opal Koboi? – zapytała Holly.
           - Nie. Gdy weszła na rynek, zaraz po doprowadzeniu rodziny do szaleństwa, Jason również zaczął popadać w obłęd. Chciał produkować coraz to lepsze i nowocześniejsze przedmioty, ale Koboi była lepsza. Mówiłem mu, że czas przyznać się do porażki i dać sobie spokój, ale on nie słuchał. Któregoś dnia zobaczyłem plany na jego biurku. Plany rozmieszczenia materiałów wybuchowych w centralnych miejscach Oazy, które mogłyby rozwalić miasto i zawalić spory fragment ziemi, dzięki czemu na powierzchni powstałaby całkiem spora wyrwa. Ucierpiałyby nie tylko wróżki, ale zapewne też i ludzie. Pomaszerowałem z tym prosto do Jasona i wyrzuciłem mu, że pomogłem mu podnieść się z dołu, a on chce zniszczyć świat jaki znamy. Nie miałem innego wyjścia, powiadomiłem o tym SKR. Niestety, Jason zwiał i do tej pory słuch o nim zaginął.
           - Jaki to ma w zasadzie związek z Artemisem? – zapytał Butler. Erwin spojrzał na niego.
           - Cierpliwości, panie Butler. Już prawie skończyłem. Stało się dla mnie jasne, że Jason będzie chciał się zemścić. Omal mnie wtedy nie zabił. Tak czy inaczej, musiałem zacząć działać. Ale najważniejsze było, żeby odciągnąć go od rodziny. Tak więc rozwiodłem się z Koral, straciłem kontakt z tobą, Holly, żeby nie narażać was na niebezpieczeństwo. Wreszcie, po tylu latach, uznałem, że jest już bezpiecznie. Nie mogłem w nieskończoność uciekać, a ty zrobiłaś swoją karierę w SKR, bez niczyjej pomocy osiągnęłaś tak wiele, więc uznałem, że nawet jeśli próbowałby coś ci zrobić, poradziłabyś sobie. Więc postanowiłem odbudować utracony kontakt. Teraz widzę, że niepotrzebnie. Jakiś czas temu skontaktował się ze mną twój przyjaciel, Ogierek. Domyślam się, że nie wiedział, że jestem twoim ojcem, ale pamiętał, że to ja wydałem Jasona. Powiedział, że wróżkowy satelita zrobił zdjęcie komuś niezwykle podobnemu do mojego wspólnika. Zdjęcie pochodziło z okolic Dublina, ale nie uznałem tego za istotne. Aż do teraz, kiedy dowiedziałem się, że zaginęłaś, a ja uznałem, że musi to mieć jakiś związek z Artemisem Fowlem. Dlatego też postanowiłem udać się od razu tutaj. I pojawiłaś się ty, a Fowl zniknął.
           - Myślisz, że to Jason za tym stoi? – zapytała Holly, a jej ojciec skinął głową.
           - Być może wciąż chce dostać się do mnie. W tym celu wykorzystał Fowla, bo znacznie łatwiej mimo wszystko było porwać jego niż ciebie. A wtedy tak czy inaczej ruszyłabyś mu na ratunek i dostałby też ciebie. Udało mi się ustalić, że ukrywa się w starych magazynach na obrzeżach Dublina. Musimy się tam natychmiast udać, ale ty, Holly, musisz wrócić do domu. To moja walka i nie mogę pozwolić, żebyś się narażała.
           Holly uniosła brew.
           - Biorąc pod uwagę okoliczności, to jest też moja walka. Nie będę się ukrywać. Poradzę sobie, a Artemis to mój przyjaciel. Potrzebuje mojej pomocy.
           Erwin westchnął.
           - Tak myślałem. Dobrze, więc. Ruszajmy, nie ma czasu.
           - Ale nikt mi nie każe iść tam bez wsparcia – mruknęła Holly, siadając przed laptopem Artemisa, by wysłać krótką wiadomość. 

 


Głosuj (0)

littlelie 20:04:07 24/03/2016 [komentarzy 0] Komentuj




.:Strona Główna:.

==>Wróć



Archiwum

2016
Marzec
2015
Wrzesień